piątek, 1 lipca 2011 - Ukraina - Ku Krymu
Pogranicznie
A: Na granicy tradycyjna kolejka aut. Tradycji dopełniając, bezczelnie kolejkę tę omijamy, by zająć dogodne do szturmu pozycje na jej czele; zrezygnowane spojrzenia kierowców gasi jeszcze pan "mrówka" na skuterku, który zwinnie manewruje pomiędzy tirami i osobówkami, zatrzymując się w pierwszym rzędzie obok nas. Musi z niejednego chleba piec jadł, bo rzuca ochoczo spod swojego orzeszka cennymi radami profesjonalnego przekraczacza granic. Pokornie słuchamy, mając tylko nadzieję, że rady owe nie tracą wraz z postępem wgłąb Świata Wschodu... Odprawiamy się chyżo i planowo, bo jeszcze w czerwcu, wjeżdzamy na Ukrainę.

D: Wjazd na Ukraine, na drodze dziura za dziura, ale wiemy, ze na wschodzie bedziemy tesknic za takim wlasnie asfaltem. Tiry ida na czolowki.

A: Jeśli któryś z krajów jakie nawiedziłem ma gorszych kierowców niż Polska, to jest to niezaprzeczalnie Ukraina. Pospół jeździ nieuważnie i arogancko, ale ci z ciężarówek zasługują na cały łańcuch >>>
sobota, 2 lipca 2011 - Ukraina - Pędzimy
Camp ukr
D: Sniadanie w zajezdzie z mila obsluga. Dobra pogoda pozwala nam na pokonanie tego dnia duzego odcinka. Obiad jemy w „strusim zajezdzie" z nieprzyzwoita cena. Mieso i zupa ze strusi oczywiscie (bomba!). Nocleg w lesie poprzedzony total offroadem. Dziki nie daja nam zasnac. Przestawiamy moj namiot, aby razem z motocyklami tworzyly zwarta kupe, troche spray’u na komary wokol namiotow i spimy spokojnie.
niedziela, 3 lipca 2011 - Ukraina - "Niedzielna robota w g. sie obroca" - D.
Sonety Krymskie
D: Rozdziewiczenie szwedzkiej kuchenki na benzyne, ktora bucha oginem prawie podpalajac las. Odkrywamy takze, ze urzadzenie o nazwie MIT za 150 euro, ktore mialo zintegrowac nasze CB z MP3 (a jakze!), nie dziala. Ucinamy kable, skrecamy bezposrednio, krzyzujemy, ale proba naprawy CB spelza na niczym.

A: MIT shit. Albo kolejny dowód jakie to z nas Wielkie Elektroniki... Enyłej, po 1000km, za przeproszeniem - pierdzenia w kaskach, metodą Sąsiadów pozbywamy się problemu i od teraz mogę oddać słuch już tylko ulubionej muzie, co na krymskim serpentyniastym odcinku speclajnym ma szczególną zaletę :]

D: Droga na Krym jest genialna. Kretasy, krymasy i zawijasy. Wieczorem GS zalicza pierwsza samoistna glebe. Nocleg nad Morzem Czarnym na skalistym podlozu.

A: Moto zdobywa pierwsze szlify, a my kampujemy na półce skalnej z zamgloną panoramą na morze i górzyste wybrzeże.
poniedziałek, 4 lipca 2011 - Ukraina - Gieroi asfalta!
Całuski z Krymu
A: Pakujemy zamglone obozowisko i stajemy na starcie Rajdu Krymu :] W słuchawkach Aria, pod kołami mało finezyjny asfaltowy jazz, a wokół piękno czarnomorskiego wybrzeża. GS aka Peregrine rozwija skrzydła połykając kolejne kilometry zmechaconych serpentyn. Goni Trampka Daniela, chyba żeby go zdublować. W przerwie plaża kamienisto - chłodna i cukierkowa cerkiew Świętego Mikołaja...

D: Poranne serpentyny na Krymie. Po wizycie nad Morzem Czarnym, ktore okazuje sie strasznie zimne, gnamy w kierunku Kerch. Podziwiamy kite-surfing i piekne panie na plazy. W Kerch miesci sie przejscie graniczne z przeprawa promowa, kontrola po obu stronach. Gotowki na prom starcza nam na styk. Ze strony ukrainskiej kontrole graniczna przechodzimy jak trzeba choc celnicy pod nosem sie usmiechaja.
- -
Loading...